Jeśli chociaż raz w życiu zadaliście pytanie: „Co jeść w insulinooporności?” to ta książka jest odpowiedzią. Recenzja książki Magdaleny Makarowskiej „Dieta uzdrawiająca organizm”

14
2337

Jeśli chociaż raz w życiu zadaliście pytanie: „Co jeść w insulinooporności?” to ta książka jest odpowiedzią. Jest to najczęściej pojawiające się pytanie w naszych grupach wsparcia, w komentarzach na tym blogu oraz w wiadomościach prywatnych i mailach, które dostaję.

Na wstępie kilka słów o autorce: Magdalena Makarowska jest dietetykiem, biotechnologiem, pedagogiem i cudowną mamą kilkuletniej Wiktorii. Napisała już kilka innych ciekawych książek o żywieniu (m.in. o żywieniu w ciąży, którą dostałam w prezencie od samej autorki :), przepisy bez pszenicy i wiele innych), brała udział w wielu projektach edukacyjnych w szkołach, uczestniczyła w licznych konferencjach żywieniowych  (więcej możecie doczytać na stronie www.centrum-natura.pl). Natomiast to co dla mnie najważniejsze: Magda bardzo wspiera swoją wiedzą i doświadczeniem naszą insulinooporną działalność poprzez aktywny udział na grupach wsparcia oraz na konferencjach dla pacjentów. (W zeszłym roku mieliście okazję ją spotkać na mojej konferencji w Warszawie gdzie prowadziła wykład o diecie w insulinooporności oraz warsztaty żywieniowe). Poza tym Magda jest wspaniałą osobą. Zawsze można na nią liczyć, jest w pełni zaangażowana w to co robi.

„DIETA UZDRAWIAJĄCA ORGANIZM” – nie jest to zwykła książka kulinarna, nie jest to też klasyczny poradnik. Jest to coś pomiędzy pełną kulinarnych doznań podróżą do zdrowia a fascynującą lekcją własnego organizmu i jego procesów.

Ponad 300-stronicową książkę można podzielić na dwie części: teoretyczną i praktyczną.
Część teoretyczna to absolutna podstawa do tego, żeby umiejętnie korzystać z dalszej części książki. Zawiera wiele istotnych informacji na temat jednostek chorobowych takich jaki insulinooporność, choroby tarczycy, PCOS, choroby autoimmunologiczne oraz dysbioza jelit, ich diagnostyki i leczenia. Jest też wyjaśnione na czym polega „Dieta uzdrawiająca organizm”, a składa się ona z kilku etapów. Jakich? Nie będę zdradzać tajemnicy. Autorka zadbała o wszystko: instrukcje na temat zdrowego stylu życia, diety ale również suplementacji. Ogromnym plusem jest to, że skupia się na naturalnych metodach leczenia (przepisy na domowe SPA i mieszanki ziołowe – genialne!).
Część praktyczna to rozpisane na etapy jadłospisy wraz z przepisami i przepięknymi zdjęciami autorstwa męża Magdy. W moim odczuciu – zdjęć trochę za mało. Można by rzec: chce się jeść oczami, a tu trzeba wytężać wyobraźnie… 😉 (co też ma swoje plusy).

Poza dietą w książce jest dodatek o aktywności fizycznej…. Mojego autorstwa 🙂 Taki bonus!

               

Zanim poddam się całkowitej ocenie, chciałabym wypisać wszystkie plusy i minusy książki. Zacznę oczywiście od plusów:

PLUSY KSIĄŻKI:

– Książkę czyta się błyskawicznie – wręcz się ją „połyka”. Do tego jest pisana w prosty sposób, jak na tak skomplikowaną tematykę. Jest to ogromny plus biorąc pod uwagę, że jest to książka dla pacjentów, którzy z wieloma rzeczami spotykają się po raz pierwszy.

– Pomysły na przepisy i potrawy – zdecydowanie na TAK. To co mnie najbardziej w nich zachwyca, to to, że większość z nich jest do zrobienia w kilka chwil. Nie jestem fanką spędzania w kuchni całego dnia, nie mam na to czasu i chęci. Nie znoszę skomplikowanych i czasochłonnych potraw. W książce takich nie znajdziecie. Można więc rzec, że jest to książka dla leniwych i zapracowanych.

– Poza nazwijmy to kilkoma wymyślnymi daniami z nasionami chia, goji, olejem kokosowym, serem halloumi itd. Znajdziecie mnóstwo tradycyjnych, domowych przepisów np. na kiszonki, domowe jogurty naturalne, ocet czy pyszne zupy i sałatki. Na pewno spodoba się zarówno tradycjonalistom jak i miłośnikom eko-sklepów i nowych smaków.

– Książka nie jest nastawiona na żadną konkretną, popularną dietę: nie ma tu diety o niskim indeksie glikemicznym, nie ma tu diety paleo, wegetariańskiej czy niskowęglowodanowej. Znajdziecie tu po prostu ZDROWE ODŻYWIANIE a w nim – wszystkie te diety w jednym. Nie sądziłam, że w obecnych trendach żywieniowych komuś uda się „dogodzić każdemu”. Z tej książki śmiało mogą korzystać wegetarianie (uff! Więc to dla mnie ;)), paleo mięsożercy, bezglutenowcy, miłośnicy zdrowych deserów czy diety o niskim IG. W dodatku cały czas trzymamy się zasady, że jest to dieta „uzdrawiająca organizm”, więc nie jest to dieta cud, tylko dieta która może pomóc uporać się z chorobami metabolicznymi (w tym insulinooporność, otyłość, nadciśnienie itd.), chorobami autoimmunologicznymi, chorobami tarczycy, PCOS oraz dysbiozą jelit.

– Ogromny plus, że autorka uporządkowała kwestie diagnostyczne i interpretacji wyników badań.

– Uwielbiam dietetyków, którzy poruszają temat nawyków od dzieciństwa. Otyli dorośli najczęściej biorą się z narastającej nadwagi u dzieci. W ogóle za to uwielbiam Magdę, że uczy dzieciaki zdrowo się odżywiać, co widać na przykładzie jej własnej córki :).  „Matka wariatka” – ma mega plusa i daje świetny przykład innym rodzicom. Podoba mi się fragment w którym opisuje, że lecząc nadwagę u dzieci, jednocześnie leczy też i wprowadza zdrowe nawyki u rodziców. To bardzo ważne! Nic mnie bardziej nie denerwuje jak rodzic, który zagryzając hamburgerem chipsy wmusza w swoje otyłe dziecko brokuły… Leczenie powinno obejmować całą rodzinę! Koniec kropka.

– Cudownie, że w całej książce nie ma słowa o liczeniu kalorii, tabelek, wyliczeń, indeksów glikemicznych, insulinowych i innych… Nigdy nie przepadałam za matematyką, a w temacie żywienia wolę kierować się intuicją. A ta książka jest bardzo intuicyjna.

– Nie boimy się marchewki, batatów, buraków czy ziemniaka. I to jest tu cudowne! Makarowska uczy od samego początku jak komponować posiłki, żeby były zdrowe i bezpieczne, zarówno dla osób z wahaniami glukozy i insuliny jak i dla osób, które mają huśtawki hormonalne. Uspokajające dla mnie jest to, że jak pojawiają się jakieś wątpliwe dania, to autorka wyjaśnia jaki to ma wpływ dla insulinoopornych, Hashimoto itd. Np. pojawiają się… desery. Tak, desery! Nawet dla insulinoopornych! Ale jest wyjaśnione kiedy można sobie na to pozwolić i z jakiego powodu. To samo dotyczy kwestii węglowodanów. Nie jestem fanką diet niskowęglowodanów, natomiast tutaj pojawiają się pewne ograniczenia, ale nie dla każdego i nie w każdym przypadku. To daje dużą różnorodność posiłków i pozwala dopasować dietę do indywidualnych potrzeb.

– Książka jest przyjazna dla wegetarian <3 Dla każdego dania mięsnego, autorka podaje wegetariański zamiennik 🙂

– Lista zakupów na każdy tydzień <3 Nie trzeba samemu spisywać z przepisów co kupić i w jakich ilościach. Wszystko jest!

Jednak nie byłabym sobą gdybym się nie przyczepiła do kilku istotnych rzeczy… czas na
MINUSY KSIĄŻKI:

– Pierwsze co rzuca mi się w oczy to okładka. Z jednej strony ciekawie pomyślana grafika ukrywająca owoce i warzywa w blistrze po lekach, wielki napis DIETA i w sumie… tyle. Uważam, że grafika nie przedstawia tego co w książce jest najważniejsze. Opis „Dieta przeciwzapalna i zwiększająca odporność, plan żywieniowy dla osób z : insulinoopornością, chorobami tarczycy, chorobami autoimmunologicznymi, PCOS, dysbiozą jelit” jest napisane małym druczkiem, średnio czytelne. Z daleka tego napisu nie widać, a moim zdaniem robi ogromną robotę. Bo jak dobrze wiemy, zwłaszcza my – insulinooporni, pożądamy takich książek! Szukamy ich na półkach księgarni i sklepów. I trafia się perełka… tylko nasz konsumencki wzrok może nie wyłapać tego małego napisu „insulinooporność” a wielki napis „DIETA uzdrawiająca organizm” raczej kojarzy nam się z jedną z wielu książek o diecie. Moim zdaniem to ogromny minus tej książki.

– Wyłapałam też kilkanaście literówek. Czepiam się wiem, ale nie cierpię literówek w książkach. A we własnym rozdziale to już w ogóle… 😉

– Nie jestem fanką diet etapowych. Może dlatego, że jestem leniwa i nie chciałoby mi się zastanawiać co w tym tygodniu mogę a czego nie, ale powiem szczerze, że dieta proponowana w tej książce miło zaskakuje – myślę, że przez takie etapy diety sama mogłabym przejść, bo są mało inwazyjne i uporczywe. Może spróbuję… 😉

– Nie jestem przekonana czy rozdział o aktywności fizycznej powinien być na końcu książki. Pomijam kwestię, że to mój rozdział… 😉 tylko czytając książkę, która składa się z teorii i praktyki, chciałabym najpierw przeczytać całą teorię a potem przejść do wariacji kulinarnych czyli do praktyki. A tutaj po przepisach kulinarnych znowu wracam do teorii i to po rozsmakowaniu się w pysznej kuchni Magdaleny Makarowskiej, jeszcze czas na aktywność fizyczną  w wersji Dominiki Musiałowskiej 😉 Mam nadzieję jednak, że nikomu to nie będzie przeszkadzało.

– Pisałam wyżej, że zasmuca mnie mała ilość zdjęć. Uwielbiam jeść oczami i często to właśnie zdjęcie decyduje o tym, że owe danie chcę przygotować. Chciałabym wiedzieć jak wyglądają wrapy z omletów czy burgery z łososia i szpinaku 😉

Czy książka „DIETA uzdrawiająca organizm” pomoże osobom z insulinoopornością, PCOS, chorobami autoimmunologicznymi, dysbiozą jelit? Myślę, że tak. Przede wszystkim jest to książka, która uczy zmiany nawyków, prowadzi po mapie nowych smaków, ale i nawiązuje do tradycyjnych potraw, uczy zdrowego jedzenia oraz zwraca uwagę na problemy jakimi jest nieprawidłowy styl życia już od najmłodszych lat.

Z ogromną satysfakcją, wystawiam książce wysoką ocenę i z czystym sumieniem POLECAM. Nie dlatego, że sama dołożyłam swój jeden grosz (a raczej jeden rozdział) do jej stworzenia, tylko dlatego, że świetny dietetyk  przygotował coś, co powinno powstać już dawno. Coś do pomaga uporządkować problemy żywieniowe w coraz częściej pojawiających się jednostkach chorobowych – nie popadając przy tym w skrajności ani żadne modne – tymczasowo – diety.

Jestem przeszczęśliwa, że na kolejne pytania pt. „Co jeść w insulinooporności?” odpowiem: „Przeczytajcie książkę „Dieta uzdrawiająca organizm” i już nigdy więcej nie będziecie musieli o to pytać. Po prostu będziecie wiedzieć co jeść i będziecie mogli zdrowo żyć.”

Premiera książki: 11 stycznia 2017
Wydawnictwo: Feeria

Do zakupu w sieci Empik.com : http://www.empik.com/dieta-uzdrawiajaca-organizm-makarowska-magdalena,p1132587357,ksiazka-p

Napisała: Dominika Musiałowska – Prezes Fundacji Insulinooporność- zdrowa dieta i zdrowe życie, instruktor sportowy o spec. nordic walking i fitness. Pacjentka z insulinoopornością, Hashimoto, celiakią i PCOS. Autorka książki Insulinooporność – zdrowa dieta i zdrowe życie oraz bloga www.insulinoopornosc.com

Poprzedni artykułPułapka otyłości – okiem endokrynologa dr n.med. Macieja Jędrzejowskiego
Następny artykułDlaczego warto badać insulinooporność u chorych na cukrzycę?
Dominika Musiałowska
Prezes Fundacji Insulinooporność – zdrowa dieta i zdrowe życie,założycielka bloga www.insulinoopornosc.com a także grup wsparcia dla osób z insulinoopornością. Organizatorka licznych konferencji edukacyjnych dla pacjentów i szkoleń dla dietetyków, trenerów sportowych i innych specjalistów. Autorka książki Insulinooporność - zdrowa dieta i zdrowe życie oraz współautorka książek Dieta w insulinooporności oraz Insulinooporność w polskiej kuchni. Instruktor sportowy o specjalizacji fitness oraz nordic walking. Ukończyła Polską Akademię Sportu i liczne kursy z zakresu żywienia oraz żywienia dzieci i niemowląt, a także kobiet w ciąży. Doradca żywieniowy. Z wykształcenia dziennikarka. Autorka licznych artykułów na temat insulinooporności w prasie i na portalach o tematyce zdrowotnej m.in. w rubryce INSULINOOPORNOŚĆ w miesięczniku „Chcemy Być Rodzicami”. Pacjentka z insulinoopornością, PCOS, Hashimoto i celiakią. Swoje działania opiera na badaniach naukowych a także na własnych doświadczeniach z bycia pacjentem. Mimo licznych problemów zdrowotnych jest szczęśliwą mamą oraz żoną. Wspiera pacjentów zarówno w sieci jak i poza nią, pomagając wrócić do zdrowia. Miłośniczka diet roślinnych i wegetariańskich, nordic walking, biegania, górskich wypraw, boksu oraz psychologii.

14 KOMENTARZE

  1. Super sprawa! Dla mnie, dla osoby, która dowiedziała się niedawno o chorobie jest to coś idealnego 🙂 Do diet dietetyczek rozpisanych na każdy dzień nie mogę się przekonać…wydają mi się skomplikowane i niedopasowane mimo indywidualnego podejścia. Nie boję się zrezygnować z niektórych rzeczy o ile to pomoże i będzie działało jak trzeba.
    Chętnie zerknę co ciekawego w książce. 🙂

  2. Nie jestem pewna, czy pani Makarowskiej można do końca zaufać.
    Dieta proponowana w tej książce raczej nie do końca sprawdzi się w przypadku IO i Hashimoto, ponieważ są w niej całe dni pozbawione węglowodanów (również w ostatniej fazie autorka zaleca dwa dni w tygodniu bez węgli).
    Na tym blogu czytałam, że tego robić nie wolno…Sporo sprzeczności też zauważyłam między wstępem, a propozycjami menu np. zakaz spożywania surowej kapusty i …przepisy na surową kapustę; śniadanie bez węgli i pasztet z fasoli z dodatkiem mąki kukurydzianej itp. itd.

    • Wiesz co Kasia.. trzymam w rękach książkę Magdy Makarowskiej i zastanawiam się czy mówimy o tej samej. W diecie są węglowodany, a w ostatniej fazie zaleca się ograniczenie węglowodanów, ale nie ich pełną eliminacje i nie jest to konieczne. Akurat do Magdy Makarowskiej mam zaufanie jak do mało kogo, ponieważ nie dość, że znam ją osobiście, bo nie raz zapraszałam do prowadzenia wykładów na temat diety na naszych konferencjach dla insulinoopornych, więc wiedzę ma ogromną, to z naszych grup wsparcia wiele osób korzysta z jej usług i widzę cudowne efekty zdrowotne i wizualne, a to najlepszy dowód na to, że jej metody działają. Wiem jakie ma podejście do węglowodanów, więc jestem spokojna 🙂

  3. Dominiko! Tez się zastanawiam, czy ja kupiłam te samą książkę… tyle tytułem niegrzeczności.
    Zajrzyj na stronę 135 “Dzień 7″: na śniadanie jajko sadzone, potem pudding , na obiad klopsiki, na kolację pieczony kalafior. Cienia węglowodanów, chyba że łyżka nasion chia wyczerpuje dzienną porcję. Podobnie na stronie 200: tortille omletowe, migdałowy deser chia, pstrąg faszerowany na obiad, a na kolację sałatka szpinakowa – zero węglowodanów. Takich dni w tej diecie jest więcej, stąd mój niepokój.”Staraj się unikać węglowodanów” rozumiem jako unikanie, a nie “ograniczanie”…
    Nie pisałam poprzedniego komentarza, żeby podważyć kompetencje Magdaleny Makarowskiej (nie mam takiej wiedzy jak ona), ale żeby poddać pod publiczny osąd moje wątpliwości wynikające z szeregu niekonsekwencji w tej publikacji. Użyłam zresztą sformułowań: “nie jestem pewna”, “nie do końca się sprawdzi”.
    Wiem, że jedzenie jest dla mnie lekarstwem, chciałabym, żeby to lekarstwo było najlepsze – stąd moja uważność ( a nie złośliwość) podczas czytania.
    Pilnuję tych węgli również dlatego, że zażywam Glucofage dwa razy dziennie i lekarz zalecił mi przyjmowanie tego leku podczas posiłku węglowodanowego.
    Liczę na życzliwą odpowiedź:)

    • Kasiu, dziękuję za komentarz. Masz rację, ja też jestem przeciwna eliminacji węglowodanów w diecie i powiem szczerze, że książkę czytałam już jakiś czas, dlatego muszę wrócić do tego tematu, bo dokładnie nie pamiętam jak było to w książce wyjaśnione. Ogólnie książka nie jest tylko dla insulinoopornych ale też dla problemów z jelitami itd. Nie wiem też dokładnie co jest w składzie tych posiłków, ale fakt, że w naszym przypadku jednak lepiej gdyby jakieś węglowodany włączać choćby pieczywo ( z tego co kojarzę, to ta opcja jest dopuszczona np do jajecznicy, omletów itd. Ale musiałabym się ponownie wczytać). Możliwe, że sama czytając nie zwróciłam na to zbyt dużej uwagi dlatetgo tym bardziej dziękuję za uwagi 🙂

  4. Witam, bardzo sceptycznie podchodziłam zawsze do Pani opinii i rad odnośnie diety w insulino oporności. Sama mam sporą hiperinsulinemię i jestem na diecie Low Carb od 1,5 roku. Wyniki insuliny niestety nie poprawiły mi się od tej pory, ale myślę że to przez moje wyskoki węglowodanowe tj. cała tabliczka mlecznej czekolady wchłonięta w 2 minuty lub 4 kromki białego chleba z dżemem. 🙁 Jestem silnie uzależniona od cukru i mam wrażenie że każdy posiłek do którego włączam węgle powoduje że chcę ich więcej i więcej i w końcu w rozpaczy biegnę do sklepu po czekoladę. Gdy byłam na diecie keto prawie bez węgli nie miałam ochoty na słodycze, ale niestety odbiło się to na już i tak niedoczynnej tarczycy i 7 dniowych zaparciach… Co robić, jak jeść?
    Skoro po 60 min po owsiance: na 4 łyżkach płatków, 80ml mleka, 120 ml wody,1 łyżce nasion chia, 1/2 łyżce siemienia lnianego, garści orzechów ze słonecznikiem i 4 suszonych śliwkach (około 600kcal) mam cukier 180 i ogromną ochotę na słodkie…. choć jelita po niej jakby zaczynają lepiej pracować….
    Proszę o opinię,
    Monika z Warszawy

    • Dzięki Moniko za szczerość. Twój przypadek tylko potwierdza fakt, że wskazówki na temat diety dla insulinoopornych, które polecam są słuszne. Jesteś kolejną (z ogromnej grupy) osobą, która odczuwa skutki diety niskowęglowodanowej i keto. Takie diety są skuteczne na chwile, niestety na dłuższą metę powodują dokładnie to co opisałaś: napady na węglowodany, pogarsza się praca tarczycy i zwiększa się nietolerancja glukozy. To jest tzw. klasyk, dlatego odradzam diety niskowęlowodanowe i keto u osób z IO, ponieważ nie są skuteczne na dłuższą skalę. To czego teraz potrzebujesz to wrócić do równowagi i uzbroić się w cierpliwość. Po takim czasie rozchwiania hormonalnego i metabolicznego więcej czasu zajmie Ci powrót do równowagi, ale da się. Przede wszystkim należy skupić się na zdrowym odżywianiu – jeść węglowodany złożone (kasze, ryż, makarony pełnoziarniste itd) i unikać bułek i czekolady. Podejrzewam, że w tym przypadku pomocny będzie jednak dietetyk z dużym doświadczeniem w “sporzątaniu po dietach niskowęglowodanowych”. Myślałaś o tym?

      p.s. Czekolada to produkt tłuszczowy a nie węglowodanowy, ale bułka z dżemem już tak 😉

      • Pani Dominiko chyba nie masz dużej wiedzy pisząc że czekolada to tylko tłuszcze – bo w niej jest więcej węglowodanów niż tłuszczu – do tego tych gorszych bo prostych węglowodanów – czyli inaczej białego cukru czyli czystych kalorii. Do tego stosowałam kiedyś diete o niskich węglowodanach – moja cera była gorsza- wysypały mi pryszcze.

  5. Zachęcona entuzjastycznym podejściem Dominiki kupiłam książkę. Przejrzałam – i na razie jestem rozczarowana. Dam jej jeszcze szansę, chyba nawet spróbuję przejść przez choć kilka tygodni – bo czuję się trochę pod ścianą w kwestii dietetycznej, a rekomendacja Dominiki jednak robi swoje. Rozczarowanie (po, podkreślam, pobieżnym przejrzeniu) bierze się z: eliminacji glutenu, nabiału i psiankowatych (w pierwszej fazie), założenia nie łączenia węglowodanów z białkami, śniadań białkowo-tłuszczowych. Dotychczas nie trafiłam na wiarygodne umocowanie takich pomysłów w badaniach. Są też sformułowania, które uruchamiają mój osobisty alarm -np. o usuwaniu toksyn z organizmu czy suplementacji takimi specyfikami jak colostrum (do suplementacji w ogóle mam stosunek silnie krytyczny – lata pracy w branży robią swoje). Na razie nie znalazłam też informacji o wielkości porcji (może nie ma znaczenia i ma być np. do syta – ale jakoś nie wierzę, żeby taka sama porcja była OK dla osób o czasem bardzo różnym wzroście i masie). Mam nadzieję, że nawet jeśli dieta jest umiarkowanie skuteczna (tego jeszcze nie wiem), przynajmniej nie zrobi krzywdy – jak wiele innych pomysłów (paleo, dukan, w mojej ocenie także głodówki)

    • Dziękję za opinie, dieta na pewno nie jest dla nikogo krzywdząca, mogę zagwarantować 🙂 póki co wiele osób jest zadowolonych. Pamiętjamy, że książka nie jest tylko dla osób z IO, ale pomaga przywrócić równowagę przy chorobach autoimmunologicznych i dysbiozie jelit.

  6. Do poprzedniego postu dodam: poczytałam trochę wieczorem. O ile przepisy są bardzo fajne i na pewno można dużo skorzystać, o tyle rezygnuję z ufania w ekspercką wiedzę autorki. Po tym, jak trafiłam na standardowe rewelacje o nieszczelnych jelitach, teście buraczkowym i kandydozie – niestety mam właściwie pewność, że część teoretyczna jest mocno osadzona w altmedowym mambodżambo, podlanym dla niepoznaki naukowym słownictwem, co plasuje autorkę gdzieś w okolicach Jerzego Żięby 🙁 Och, żałuję bardzo, bo naprawdę poszukuję rzetelnej wiedzy i “programu”, na którym mogłabym się oprzeć – a tu wiele elementów naprawdę dobrze rokowało. Te kilka łyżek dziegciu podważa wiarygodność na tyle, że nie mam już merytorycznego zaufania do autorki “Diety…”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here